To jedno z najbardziej widowiskowych wydarzeń góralskiego kalendarza – Parada Gazdowska. To nie tylko sportowa rywalizacja, ale przede wszystkim hołd dla tradycji, kultury i niezwykłej więzi między człowiekiem a koniem.
W tym roku malowniczy Bartolski Wierch w Zębie po raz kolejny stał się areną zmagań najlepszych góralskich gazdów, gaździn i miłośników koni. Widok paradnych zaprzęgów, elegancko ubranych uczestników i majestatycznych rumaków sprawił, że każdy, kto choć na chwilę zatrzymał się, by podziwiać to widowisko, poczuł ducha Podhala.
Choć Parada Gazdowska i Kumoterska to konkurs, w którym jury przyznaje nagrody, to tak naprawdę nikt tu nie przegrywa. Każdy uczestnik, od najmłodszej Mai Wójt po doświadczonych gazdów, wnosi cząstkę siebie w podtrzymywanie tradycji, które od wieków kształtują tożsamość Podhalan.
Nagrody za najpiękniejszy zaprzęg, najznamienitszego gazdę i najparadniejszą gaździnę to wyróżnienia pełne symboliki. W tym roku tytuły powędrowały do Maryny i Michała Sieczków, a ich nazwiska będą wspominane przy ogniskach i rodzinnych stołach jako dowód na to, że tradycja wciąż ma się świetnie.
Ale Parada Gazdowska to nie tylko elegancja i szyk. To także dynamiczne wyścigi, w których liczy się odwaga, precyzja i harmonia z koniem. Kumoterki, skiring i ski-skiring to konkurencje, w których zawodnicy mierzą się nie tylko z rywalami, ale i z własnymi umiejętnościami.
Tegoroczne zawody pokazały, że Podhale ma świetnych jeźdźców – Marek Gąsienica, Jessica Michalczewska czy Patrycja Kołpa po raz kolejny udowodnili, że szybkość i technika to ich specjalność. Kibice, mimo mrozu, gorąco dopingowali zawodników, a emocje sięgały zenitu, gdy kumoterki pędziły po śnieżnym torze.
Jednak to, co w Paradzie Gazdowskiej najcenniejsze, to spotkanie pokoleń. Na jednym wybiegu stają dziadkowie, rodzice i dzieci, przekazując sobie nie tylko wiedzę o koniach, ale i dumę z bycia częścią podhalańskiej społeczności.
To, że najmłodszymi uczestnikami byli Maja Wójt i Stasiu Bobak, pokazuje, że tradycja ma przed sobą przyszłość. A widok małych gaździn i gazdów, uśmiechniętych i dumnych, daje pewność, że podhalańska kultura przetrwa kolejne pokolenia.
Bez sponsorów i ludzi dobrej woli nie byłoby tego wyjątkowego wydarzenia. Dzięki wsparciu lokalnych przedsiębiorców i samorządu Gminy Poronin udało się stworzyć nie tylko piękne widowisko, ale i moment, który na długo pozostanie w sercach uczestników i widzów.
Bo Parada Gazdowska to coś więcej niż konkurs – to święto, które przypomina nam, kim jesteśmy i skąd pochodzimy. A w świecie, który pędzi do przodu, takie chwile są na wagę złota.
Do zobaczenia za rok, Podhalanie!
Zdjęcia Tatrzańska Agencja
https://www.facebook.com/share/p/1E5iS1oefL
Halina Bartoszek Rosa
